Lush był jedynym sklepem, który znalazł się na mojej liście 'Must visit' podczas tegorocznej wizyty w Anglii. Jako, że Primark już mnie nie ekscytuje tak, jak w zeszłym roku, wiedziałam, że skupię się na cudownościach z Lush i to tam wydam najwięcej pieniędzy (i miałam rację...).
Wchodząc do sklepu pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam był piękny zapach. Wymieszane zapachy wielu bomb do kąpieli, mydeł i innych kosmetyków nie wydawał się przytłaczający, a zachęcający do dłuższego pobytu. Sklep w Nottingham nie wydawał się bardzo duży, jednak wystarczający aby oszaleć z powodu tak dużej ilości pięknie wyglądających i pachnących kosmetyków. Znałam tylko kilka nazw kosmetyków, wiedziałam jednak, że chcę kupić maseczkę, bombę do kąpieli i shampoo bar. Wyszłam z kilkoma (...) rzeczami więcej, jednak nie żałuję.
zdj ze strony Lush
Właśnie o tym chciałabym napisać. Stanęło na 'Jason and the argan oil' głównie ze względu na zapach i olejek arganowy w składzie. I nie zawiodłam się. W swoim składzie ma jedynie naturalne składniki (jak wszystko w Lush). Włosy po użyciu tego nietypowego szamponu są miękkie w dotyku, lśniące i pachnące. Pięknie opadają na ramionach, a myje się je bardzo przyjemnie. Rozmawiając z panią pracującą w sklepie (wszyscy byli bardzo mili i moim marzeniem stała się praca w Lush) dowiedziałam się, że shampoo bars wystarczają na około 150 myć, dłużej niż szampony Lush w butelce. Ta statystyka na pewno zależy od gęstości włosów, jednak jest całkiem imponująca, nieprawdaż?
Moje doświadczenie w sklepie Lush było bardzo przyjemne. Z chęcią odwiedzę ten sklep kolejny raz. Troszkę żałuję, że nie załapałam się na rzeczy świąteczne, ale nie ma dużej tragedii. Te rzeczy, które kupiłam w zupełności mi wystarczą. A Wy, byłyście kiedyś w Lush? Jakie są wasze wrażenia?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz